Prosta biel, która uwiodła moje serce

Prosta biel, która uwiodła moje serce

Jest piąta trzydzieści rano, termometr pokazuje dwadzieścia pięć stopni mrozu. Na podbieszczadzkiej wsi zasypanej świeżym śniegiem do życia budzi się trzydzieści kobiet. Przed wyjściem z łóżka robią znak krzyża, zatrzymując się na kilka minut wdzięczności za nowy dzień. Przemywają twarze, myją zęby, robią kilka łyków świeżej wody. Zanim wyjdą z pokoju, sięgną po biały habit wiszący na wieszaku, czysty i wyprasowany jeszcze przed snem. Zakładając go przypomną sobie o życiu, które wybrały – nie bez zawahania, nie bez wątpliwości, ale w całkowitej wierności i pokornym poświęceniu spraw tego świata. Gdy nieskazitelna biel otuli ich ciała, swoje kroki skierują do kaplicy, gdzie czeka na nie biała kruszyna tęskniąca do spotkania. Nie wiadomo tylko do końca, kto tęskni bardziej, one czy On? Na ich twarzach nie odczytasz nic poza niekończącym się pokojem, ale gdzieś w głębi wiesz, że ich tęsknota musi być ogromna, skoro oddały wszystko za pozorne nic.

Tak, pozorne nic. Prosta biel wszechobecna, skromne habity jakby niemuśnięte złem, śnieg niespopielony dymem, biały różaniec opowiadający historię pokornej i czystej kobiety o imieniu Miriam. No i jeszcze On – biel najbielsza. Schował się w białym chlebie, drobnym i nic nie znaczącym w świecie, a jednak nieskończenie najważniejszym. Patrzę godzinami na ten cud, fenomen, szczyt pokory i oddania. Patrzę, wpatrzam się, wgapiam. Wciąż niewiele rozumiem, niewiele wiem, ale wierzę, że patrząc tak uporczywie zostanie mi uchylony choć rąbek tajemnicy.

Z każdą sekundą patrzenia biel przenika mnie do głębi, uwodzi moje serce, zgina do ziemi w pokorze, ujarzmia dzikość zbuntowaną, oczyszcza z niewierności, zabiela czarne zakamarki. Po moich żyłach rozlewa się biel miłości i łaski. Jakże bardzo nie jestem w stanie zaprzeczyć temu, że właśnie w tej chwili Go spotykam, w tej spektakularnej, cichej i prostej bieli. Nie domagam się więcej, wiem, że to wystarczy mi za wszystko. Pozorne nic zamienia się w potężną treść nie do pojęcia małym ludzkim sercem. Zmienia się cały mój świat, choć wydaje się, że nie dzieje się nic. Czas staje w miejscu, choć zegary tykają dalej. Nic nie jest już takie samo, choć nie pozna tego żaden zewnętrzny obserwator. Wiemy to tylko ja i On. I cisza, w której ukryła się tajemnica prostej bieli.

I gdy będę musiała opuścić ten magiczny dom okryty bielą, wtedy pożegnam anioły w białych habitach i małą białą kruszynę nieustannie tęskniącą, odgarnę zmrożony śnieg z samochodu i włączę silnik, by rozgrzał się przed podróżą. Lecz wciąż jeszcze w dłoni ściskać będę białe koraliki, które na zawsze już będą mi opowiadać historię pewnego niezwykłego spotkania. A w moim domu, po powrocie, gdy miną kolejne dni, płuca wypełnią czarne drobinki pyłu, uszy przyzwyczają się do hałasu, a oczy do nieustannych bodźców, jedno pozostanie nieskazitelnie czyste – moje serce, które uwiodła prosta biel.