Czy wierność Bogu mi wystarczy?

Czy wierność Bogu mi wystarczy?

Jest późny czwartkowy wieczór. Właśnie wróciłam z warsztatów o marzeniach, które prowadziłam. „Raduj się w Bogu, a On spełni pragnienia twojego serca” (Ps 37,4). Ten jeden z moich ukochanych fragmentów Słowa prowadzi mnie zawsze w tym temacie. Temacie przez wielu lubianym – bo czy może być coś przyjemniejszego od beztroskiego zatopienia się w wyobrażeniu o swoim wymarzonym życiu? I ja cieszę się, gdy ludzie dotykają najgłębszych pragnień swojego serca, przypominając sobie o tym, co dla jest nich najważniejsze.

A jednak tym razem pozostał jakiś niepokój. Niedosyt? Sama nie wiem. Mówiłam dużo o tym, że Bóg chce spełniać nasze pragnienia – to fakt potwierdzony Słowem. Jezus mówi prosto: „Proście, a będzie wam dane” (Mt 7,7). I już, zerojedynkowo. Choć wielu z nas poddaje w wątpliwość Bożą chęć do udzielania nam dóbr, prawda jest taka, że w tym temacie nie ma już dyskusji – została zamknięta, gdy Jezus powiedział: „Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni” (J 15,7).

Mówiłam też, że warto mieć marzenia. Że koniecznie musimy mieć powód, dla którego wstajemy z łóżka – wyższy sens, misję, wartości, które nas napędzają. To prawdziwy sekret motywacji do działania, bez tego ani rusz. Świadomość, że moje życie może mieć znaczenie i wartość potrafi wielu wydźwignąć z depresji. I to też jest spójne z Jezusem – kto bardziej niż On miał poczucie sensu swojego istnienia? Przyszedł, by umrzeć i wyzwolić człowieka. Ta doskonała misja z pewnością skutecznie Go mobilizowała, gdy miał gorszy dzień, nie chciało Mu się albo zbliżał się do nieuniknionej śmierci, której po ludzku się bał. Wtedy tylko wyższy sens mógł Go zachęcić, by dokończyć dzieła.

Mówiłam więc same zgodne z Bogiem rzeczy, jednak czuję niepokój – dlaczego? Nie mogę tego zrozumieć, dopóki w mojej pamięci nie pojawia się ślad modlitwy, którą kończyliśmy warsztaty: „Dziękujemy Ci Ojcze, że wierność nam wystarczy”. Wierność nam wystarczy… Naprawdę? Czy ja to powiedziałam, czy to raczej Duch we mnie wypowiedział coś, co mnie głęboko zaskoczyło? Dziękuję, że wierność mi wystarczy? Nie będę o sobie wystawiać fałszywego świadectwa – w tym momencie życia wcale nie wierzę, że mi wystarczy. Wręcz przeciwnie – tyle bym chciała dostać! Sama wierność? Nie wydaje się specjalnie atrakcyjna wobec naprawdę spektakularnego krajobrazu moich tęsknot, na których wypełnienie liczę.

Poruszyła mnie ta nagła świadomość – że do swoich marzeń i pragnień przywiązana jestem chyba bardziej, niż do Boga. Zaraz potem usłyszałam pytanie: „Gdybym nie spełnił na ziemi żadnej z Twoich próśb, czy zostałabyś przy Mnie?”. I następne: „Czy sama wierność Mnie wystarczyłaby Ci?”. W zwykły, niepozorny czwartkowy wieczór, po męczącym tygodniu, usłyszeć tak konfrontujące pytanie… Czy wierność mi wystarczy?

Nie wiem. Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia. Odgórnie zakładam, że Bóg wypełni przynajmniej część moich próśb zgodnych z Jego wolą. Bo w ogóle zakładam, że mam prośby zgodne z Jego wolą – o to też często proszę, by moje dążenia oczyszczał i uspójniał z Nim. A zatem dlaczego miałby ich nie wypełniać? Jego pytanie zaskoczyło mnie – czemu Bóg miałby oczekiwać ode mnie tak absurdalnych wyrzeczeń? Nie wiem. Czy w ogóle tak zrobi? Nie mam pojęcia.

Ale to nawet nie jest ważne – ważniejsze jest moje uświadomienie sobie, że być może nad bliskość z Nim bardziej cenię swoje oczekiwania. Że nie spodziewam się tego, że z jakiegoś ważnego powodu mógłby mi odmówić realizacji moich pragnień, nawet tych najlepszych i w zgodzie z Nim. Czy ufam Mu wystarczająco, by wtedy się nie zbuntowac? Czy nad wszystko cenię sobie rozwijanie mojej relacji z Nim niezależnie od kosztów, które poniosę? Czy gdybym musiała przeżyć życie, w którym nie doszłoby do doświadczenia tego, czego oczekuję, wciąż byłabym Mu tak oddana i wierna, jak jestem, gdy potwierdza znakami swoją obecność?

Fajnie jest mieć marzenia, dobrze jest je realizować i prosić Boga o pomoc. Ale wydaje się, że jest coś więcej. Jego największe marzenie – byśmy On i ja byli blisko. Być może Bóg jest skłonny poświęcić inne moje marzenia na rzecz tego jednego? I może ma prawo zdecydować, co jest najlepsze? Jeśli tak jest, to nie ma chyba trudniejszej lekcji pokory, niż ta.